Moje letnie porządki w szafie — co wylatuje, a co wraca do gry

Decluttering time!

Przegląd ostatnio noszonych rzeczy objął u mnie nawet zimowe klimaty, bo aż wstyd się przyznać… poza butami wszystko nadal było pod ręką. Szaliki, kurtki, a nawet czapki dzielnie okupowały garderobę, jakby czekały na nagły powrót lutego.

Tym razem lista rzeczy do pożegnania była naprawdę mała — głównie dlatego, że staram się wyrzucać i oddawać rzeczy na bieżąco. Wypadły więc:

— domowe kapcie (w stylizacjach ich nie widzieliście i całe szczęście dla nas wszystkich, ale podlinkowałam je tutaj),
— pomarańczowy top, który ostatnio częściej oglądał kanapę niż świat zewnętrzny, ale swoją blogową chwilę chwały miał nawet dwa razy: klikklik
— cienki różowy longsleeve z golfem, który był ze mną naprawdę długo, ale ostatnio wyglądał już bardziej na „vintage po przejściach” niż świadomy element garderoby. Mimo wszystko dzielnie w nim chodziłam, jak tutaj.

Decluttering w garderobie
1. To nie jest rozstanie z kolorem, tylko naturalna kolej rzeczy. Pomarańczowy top i różowy longsleeve po latach intensywnej pracy przechodzą na zasłużoną emeryturę. Na ich miejsce wchodzą biel i czerń, czyli duet, który od lat wygrywa wybory w mojej szafie.

Ostatnio moja szafa jest naprawdę mocno ograniczona. Łącznie noszę 44 ubrania:

— 10 par spodni razem ze spodenkami,
— 2 spódniczki,
— 1 sukienkę,
— 22 góry (czyli wszystko od swetrów po topy i T-shirty),
— 2 marynarki,
— 7 okryć wierzchnich.

Przy tak małej garderobie działa bardzo prosta zasada: jeśli coś wypada, coś musi wejść. Ale… niekoniecznie nowego.

Od lat powtarzam, że jedne z moich ulubionych zakupów robię… we własnej szafie. Serio. Wyciąganie ubrania, które od miesięcy czekało na swoje pięć minut, daje mi większą satysfakcję niż szybkie zakupy online o 23:47.

Dla jasności — w ilości posiadanych ubrań nadal nie mogę nazwać siebie minimalistką. Znacznie bliżej mi do podejścia zero waste. Wolę „wynosić” swoje zapasy, niż pozbywać się ubrań, które nadal lubię, pasują na mnie i są w dobrym stanie. 

Oczywiście czasami robię wyjątki. Jeśli coś naprawdę już do mnie nie pasuje — sprzedaję albo oddaję dalej, tak jak torebkę poniżej.

Decluttering
2. Złota podróż życia ogłoszona! Torebka właśnie znalazła nowy dom 👜✨

W miejsce dwóch ubrań, które definitywnie zakończyły już swoją służbę, do mojej garderoby trafiają dwie nowe-stare pozycje: kolejna czarna bluzka (bo najwyraźniej nigdy nie jest ich za dużo) oraz biała marynarka, której od dawna brakowało mi w letnich stylizacjach i po którą chętnie sięgam przez cały rok.

Zakupy we własnej szafie
3. Pewnego razu w Reserved, przy okazji poszukiwań stylizacji na poprawiny... Szukałam jednej konkretnej kreacji, a wróciłam z białą marynarką i kolejną czarną bluzką. Klasyka gatunku - rok trafienia do mojej szafy: 2018, teraz będą w częstym użyciu, ponieważ braowało mi takiej letniej, zwiewnej bluzki w mojej szafie. A biała marynarka? No wiadomo - klasyk! 🤣


Kiedy decluttering mamy już za sobą, czas na drugi krok, czyli określenie parametrów szafy na najbliższe miesiące. Zanim zacznę układać zestawy, odpowiadam sobie na kilka pytań:

— jak długo będę nosić te ubrania?
— jaka będzie pogoda?
— jak będzie wyglądała moja codzienność?
— czy czekają mnie jakieś wyjazdy, imprezy albo okazje specjalne?

Dopiero wtedy zostawiam rzeczy, które faktycznie będą mi potrzebne. (Tak, kurtka zimowa może już oficjalnie udać się na urlop).

U mnie letnia baza to:

— ubrania do aktywności fizycznej, również na zewnątrz,
— ubrania do codziennego noszenia,
— jeden bardziej wyjściowy look na jubileuszowe urodziny.

A później zaczyna się etap, który tygryski lubią najbardziej — tworzenie zestawów i szukanie inspiracji.

Latem bardziej tworzę gotowe outfity niż klasyczną szafę kapsułową, dlatego moje zestawy są już praktycznie gotowe. I oczywiście pokażę je Wam w kolejnym wpisie.

A tymczasem zostawiam Was z odrobiną modowej niepewności i uciekam dalej grzebać w swojej szafie. 

Do następnego! :)




Komentarze